Isla del Sol – La Paz (3 października 2001)

I to się nazywa mieć znajomości. Dzięki wstawiennictwu Don Enrique jedziemy łódką za 5 boliwianów od osoby, a nie za 15 jak inni biali pasażerowie. Potem wskakujemy do minibusiku i jedziemy do La Paz. Po drodze łapie nas obrzydliwy deszcz ze śniegiem, ale jakoś dojeżdżamy do tego przedziwnego miasta w dolinie. Instalujemy się w hotelu i idziemy do kawiarni świętować naszą rocznicę ślubu.