Rurrenabaque – Madidi (10 października 2001)

Zmieniliśmy agencję i do dżungli wybieramy się z Amazonico. Tym razem naszymi towarzyszami są Szkoci. Rzeka, którą płyniemy, jest duża, głębsza i szersza. Gdzieś w dżungli widać małe chatynki domków należących jeszcze do Rurre. Później wpływamy do Parku – zieleń, zieleń i w oddali szczyty gór. Dobijamy do brzegu po jakichś 3 godzinach i wybieramy się do dżungli. Nasz nowy przewodnik, Jose, okazuje się, że był też przewodnikiem Sangyoo, która była w Parku jakieś 3 tygodnie temu. Jesteśmy w dżungli drugiego i pierwszego typu. Trochę nam się kręci w głowie od informacji, która roślina jest lecznicza, a która trująca. W pamięci zostaje nam palo diablo, czyli słup diabła. To drzewo, które konkwistadorzy wykorzystywali do torturowania miejscowych Indian. Drzewko to upodobały sobie po prostu olbrzymie mrówki zwane mrówkami ognia. Indianin przywiązany do drzewa i kąsany przez mrówki szybko zdawał relacje z tego, gdzie zostało ukryte złoto.