Madidi – Rurrenabaque (12 października 2001)

Oczywiście mimo wczorajszego wypadku idziemy oglądać papugi. Co prawda ja mówię, że się boję, a Szkoci mówią, że jest za gorąca, ale… już pniemy się po lianach w górę. Ręce trzęsą mi się z przerażenia. I oczywiście jakiś obluzowany kamień trafia mnie prosto w nos, zdzierając z niego skórę. Ale papugi i widok ze szczytu są przepiękne, więc tylko tamujemy krew i przemywamy ranę. Pod wieczór jesteśmy znowu w Rurre, gdzie zatrzymujemy się w przeuroczym hoteliku i nawet trochę żałujemy, że nie mamy czasu zostać trochę dłużej w tej mieścinie. No ale Włodek mówi, że nie można być 100% pewnym, że samolot jutro odleci, więc kto wie…