Potosi (16 października 2001)

Dziś odpoczywamy, czyli innymi słowy włóczymy się po przeuroczym miasteczku. Ja w nadziei na kupno srebrnych łyżeczek bądź kolczyków, a Włodek pstrykając zdjęcia. Włodek ma więcej szczęścia niż ja – w Potosí (o ironio losu!) srebra ani śladu! Jakaś sprzedawczyni tłumaczy mi, że całe srebro jedzie do La Paz albo Peru. A więc nici ze srebrnych zakupów. Włócząc się tak od tak bez celu, docieramy do Casa de Moneda i zupełnie przypadkowo zwiedzamy muzeum bez biletów wstępu i bez obowiązkowej grupy.