Miami (1 listopada 2001)

Jesteśmy losowo wybrani przez komputer do osobistej rewizji. Najpierw wydaje nam się to zupełnie przypadkowe, ale wątpliwości wzbudza fakt, że kiedy ponownie podajemy nasze karty pokładowe, znowu jesteśmy skierowani do rewizji. Kiedy lekko poirytowani wyrażamy naszą opinię na temat komputerowej „przypadkowości”, urzędniczka stwierdza, że owszem, selekcja jest losowa, ale pod pewnym kątem. Pod jakim – tego już nie raczyła nam wyjaśnić. Wypożyczonym samochodem w firmie „Uncle Sam”, w której wszyscy posługują się hiszpańskim i tylko jakby od niechcenia angielskim, mkniemy do państwa Smerek, którzy zgodzili się ugościć nas, mimo że akurat sami musieli wyjechać. Znajdujemy klucze w umówionym miejscu i witamy się z Tootie, jamniczką, która tak się cieszy, że wreszcie zobaczyła jakiegoś żywego ducha, że z wrażenia nawet zapomina na nas poszczekać. Wyruszamy na poszukiwanie kamery wideo. Chcemy znaleźć taką, którą można zwrócić w ciągu tygodnia, bo tak naprawdę potrzebujemy ją tylko na kilka dni. Włodek zamierza nagrać na taśmę wideo swoje wystąpienie na konferencję.