W Ajmer odbywamy małą walkę, żeby dostać się do autobusu do Pushkar. Walka na pięści i noże, ale zaprawieni podróżami w PRL zdobywamy miejsca siedzące. Na przystanku spotykamy Francuzkę, która prowadzi hotel w Pushkar. Decydujemy się w nim zamieszkać. To urocze miejsce, bardzo spokojne i ciche, z wewnętrznym ogrodem i malutką świątynią.
Samo Pushkar wygląda trochę jak z baśni 1000 i 1 nocy. Położone wokół świętego jeziora, mieni się wieloma kolorami. Właśnie jest Camel Festival, więc oczywiście musimy zobaczyć wielbłądy. Olbrzymi obóz tuż koło miasteczka wygląda, jakby czas zatrzymał się tu z jakieś 100 lat temu. Wędrowni kuglarze, tańczące małpki (mnie oczywiście od razu kojarzy się biedna Fiki-Miki), śpiewające tancerki kręcące mało ponętnymi brzuchami, czarna magia, poskramiacze ognia i węży. No i wreszcie wielbłądy. Tak strasznie dużo wielbłądów.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
