O 5 rano pociąg zatrzymuje się w Jaisalmer. Kiedy opuszczamy budynek stacji, uderza nas cisza i – o dziwo – nikt na nas się nie rzuca. Widzimy patrole policji, samochód wojskowy. W pewnej odległości stoją ludzie z transparentami z nazwami hoteli i dopiskiem „free taxi”. Jesteśmy zaskoczeni. Później dowiadujemy się, że miasto utworzyło specjalną jednostkę policji do ochrony turystów przed wszelkiego rodzaju naciągaczami i agresywnymi rikszarzami.
My wybieramy Hotel Temple View polecony nam przez Irlandczyków. Znajduje się on na terenie starego fortu. Mijamy kolejne bramy, które oświetlone słabym światłem sprawiają niesamowite wrażenie – jakbyśmy wkraczali do krainy 1001 nocy. W hotelu padamy i śpimy prawie do 11:00.
Potem spacer po forcie. Coś się dzieje – ludzie gromadzą się na dziedzińcu, słychać muzykę. To oficjalne powitanie dyrektora Banku Światowego w Indiach (który spędza tu wakacje) przez maharadżę. Tak się składa, że znajdujemy się na trasie przejścia maharadży. Ten, widząc nas, wita się z nami.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
W ekspresowym tempie zwiedzamy miejscowe muzeum, wzbudzając małe zaskoczenie obsługi, a potem idziemy do starego miasta obejrzeć haweli. Haweli to stare kamienice bogatych mieszczan z okresu świetności Jaisalmer (głównego punktu na trasie karawan przez pustynię). Kamienice zapierają nam dech w piersiach. Wyrzeźbione koronki w kamieniu zdobiące budynki przetrwały do dzisiaj.
