Madurai (4 grudnia 2000)

W nocy budzi nas konduktor, który twierdzi, że nie jesteśmy na swoich miejscach. Ja upieram się, że jesteśmy, ale on mi nie wierzy, nawet kiedy widzi nasz bilet. Dopiero jakiś poirytowany Hindus potwierdza, że jesteśmy na swoich miejscach i jemu konduktor wierzy. Tak w ogóle to Hindusi są obrzydliwymi służbistami i uwielbiają biurokrację. Ilość papierków do wypełnienia w hotelu czy przy kupnie biletów wprowadza w osłupienie. Co kogo interesuje, ile mam lat, jakiej jestem narodowości, czy płci przy kupnie biletu kolejowego?

O 6:30 rano docieramy do Maduraju. Wędrujemy do świątyń. U progu świątyni mała przepychanka – jak zwykle chodzi o buty. Same świątynie wzbudzają w nas mieszane uczucia. Razem z Włodkiem zgadzamy się, że najlepszym określeniem na nie jest przymiotnik „ciekawe”. W niebo wznoszą się wieże z jarmarcznymi (jak dla mnie) rzeźbami. Wieże połączone są murem w czerwono-białe pasy. W środku oczywiście święty staw. No i słoń udzielający trąbą błogosławieństwa za pieniądze. Niektórzy z miejscowych pielgrzymów przyglądają się nam z rozdziawionymi ustami. Znowu chcą sobie robić z nami zdjęcia. Paru chłopców podbiega do Włodka i zagląda mu w twarz z odległości 10 cm i woła: „weiss, weiss”. Na widok aparatu Włodka wołają „no video!”. Kręcimy głowami. To jest zwykły aparat. Nie są co do tego przekonani. Do świątyni zamierzamy wrócić o zachodzie słońca.

Teraz musimy załatwić nocleg w Orchha. Przypomina to jakiś kafkowski koszmar. Telefon z Lonely Planet jest albo głuchy, albo automatyczny głos informuje nas, że taki telefon nie istnieje. Dzwonimy do informacji turystycznej. Ta kieruje nas do innej informacji. Tam dla odmiany każą nam dzwonić po 10:00. Włodek jeszcze raz wykręca numer z Lonely Planet. Tym razem jest połączenie. Owszem, to ten hotel, ale oni mają centralną rezerwację pod innym numerem. Dzwonimy tam. Niestety nie mogą nic zarezerwować, bo wyłączono im prąd i komputer nie działa. Mamy zadzwonić później. Zrezygnowani w potwornym upale, odwiedzając co chwila jakąś restaurację, drepczemy do pałacu Tirumalai Nayak. W milczeniu podziwiamy resztki tej jednej z najpiękniejszych świeckich budowli w Indiach. No i wreszcie udało nam się dodzwonić i zarezerwować hotel w Orchha.