Katia – Jabalpur – Bina (10 grudnia 2000)

Włodek pisze kolejny artykuł, a mnie męczy rozmowa z emocjonalnie rozchwianym Amerykaninem. Wyżala mi się, że Hindusi wiecznie dosypują mu czegoś do jedzenia, a tak w ogóle to cały czas go oszukują. A może ja jednak jestem Francuzką? – pyta się mnie nagle. On tak bardzo chciałby spotkać Francuzów. Na szczęście przyjeżdża nasz autobus i mogę uwolnić się od jego towarzystwa. Ciekawe, czy my też będziemy tacy pod koniec naszej podróży? Ten Amerykanin już rok jest w drodze. Na postoju ponownie krótkie spotkanie z naszym „nauczycielem”. Czeka na nas tak, jak obiecał. Dopytuje się, czy nam się podobało, czy jesteśmy zadowoleni. Autobus rusza. Machamy mu na pożegnanie.