Orchha – Agra (12 grudnia 2000)

O ile łatwo było nam wjechać do Orchha, o tyle trudniejszy okazał się z niej odwrót. Droga jest zablokowana, bo są jakieś wybory. Na szczęście znajdujemy jakąś autorikszę i dzieląc ją chyba z Koreanką jedziemy do Jhansi, gdzie przesiadamy się do pociągu do Agry. O Agrze już od dawien dawna krążą ponure opowieści: że naciągacze tu są potworni, że truje się tu turystów, a rikszarze są najbardziej upierdliwi. Rzeczywiście – w chwili gdy opuszczamy stację, dopada nas jakiś rikszarz, który już planuje dla nas pobyt w Agrze. Nie chce przyjąć do wiadomości, że my chcemy zobaczyć tylko Tadż Mahal. Wciska nam listy referencyjne i mówi, że najpierw zawiezie nas do hotelu. Jutro rano zabierze nas do Tadż Mahal, potem do fortu, potem do restauracji, a potem jeszcze do sklepów. Niestety upieramy się przy swoim i rozstajemy się przy hotelu.