Bharatpur – Delhi (15 grudnia 2000)

Nasz rikszarz czeka na nas o 5 rano, tak jak obiecał. Dojeżdżamy na stację i coś nam podpowiada, żeby zapytać o pociąg. Hindus w okienku informuje nas łamaną angielszczyzną, że nasz pociąg ma co najmniej 6 godzin opóźnienia, a może i więcej, bo był jakiś wypadek i na pewno żaden pociąg do Delhi z Bharatpur nie odjedzie przed 12:00. Rozważamy możliwości wyjazdu. Po skalkulowaniu za i przeciw (zwrot pieniędzy za bilety, które już wykupiliśmy) decydujemy się na jeepa-taksówkę. Dołączają się do nas Brytyjczycy.

Do Delhi docieramy koło 11:00. Taksówkarz podwozi nas z drugiej strony stacji, więc przechodząc przez nią postanawiamy zapytać o zwrot naszych pieniędzy. To, co tam się działo, to już zupełnie inna historia, ale o niej powinien napisać Włodek, bo to on dokonał tego cudu. Wreszcie po 1,5 godziny docieramy do hotelu, gdzie następnego ranka spotykamy Polaka Grześka, w chwili gdy wypowiadam słowa: „już tak dawno nie spotykaliśmy żadnych Polaków”.