Vang Vieng (21 stycznia 2001)

Vang Vieng to ciche miasteczko, w którym czas płynie leniwie. Tu naprawdę widać, że Laotańczycy słuchają, jak ryż rośnie. Jedną z tutejszych atrakcji są jaskinie. Wypożyczamy więc rowery, kupujemy skserowaną odręczną mapkę okolic i ruszamy w drogę.

Docieramy do rzeki. Śmiejemy się z Tony’ego, który idąc za przykładem miejscowych, przedziera się przez bród, a nie korzysta z mostu. Uśmiech znika nam z twarzy, kiedy trzeba nam zapłacić za rower, za osobę i tylko Budda jeszcze wie za co więcej. Doganiamy wędrujących pieszo Australijczyków. Wymieniamy grzecznościowo jakieś tam uwagi i pędzimy dalej. Niestety rower Tony’ego odmawia współpracy i co jakiś kilometr stajemy, żeby go naprawiać. Za każdym razem, kiedy się zatrzymujemy, mijają nas nasi znajomi Australijczycy.

Do jaskini docieramy jako pierwsi. Jest olbrzymia, ciemna i zimna. Złośliwe latarki wcale nie chcą jej dobrze oświetlać, a tak nas nęcą ciemne korytarze. Tak samo nęci nas jednak szmaragdowa woda w pobliskim źródełku. Taplamy się więc w niej radośnie. Włodek próbuje nurkować, żeby znaleźć zatopione okulary Tony’ego, ale niestety nie może ich znaleźć. Tom nerwowo spogląda na zegarek – w planie jest jeszcze kilka innych jaskiń. Czas na nas. Wsiadamy na rowery, ale planu nie realizujemy, bo nie mamy na to wystarczająco dużo czasu.

Kiedy wracamy do naszego guesthouse’u, przedstawiam raczej zabawny widok. Moje spodnie, które już dawno straciły kolor i fason i które dorobiły się dziury na kolanie, są do tego wszystkiego mokre, bo wpadłam do rzeki. Koszulka powyciągana, włosy rozwiane – dobrze, że moi znajomi mnie nie widzą. Wieczorem postanawiam wyglądać jak osoba cywilizowana. Ubieram spódnicę, starannie czeszę włosy i wybieramy się do francuskiej restauracji na obiad. Przy wejściu do restauracji siedzą dwie małpki. Bawią się z nimi jacyś Holendrzy. Namawiają mnie, żebym wzięła małpkę na ręce. Wyciągam ręce. Małpka ufnie na mnie wskakuje i nagle dostaje furii. Skacze na moją głowę i bardzo systematycznie rozwala całą moją misterną fryzurę. Dopiero kiedy jestem cała potargana, małpka się uspokaja.