Christchurch (22 marca 2001)

Kiedy Włodek zwiedza z pasją muzeum samolotów, ja siedzę sobie na trawce i czytam Kate Mansfield. Słońce delikatnie przygrzewa, a ja przenoszę się na początek zeszłego wieku. A potem jedziemy zobaczyć mojego kiwi. Od początku przyjazdu chciałam zobaczyć kiwi, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie – to dom kiwi był zamknięty, to przebudowywany, albo nie mieliśmy czasu. Tym razem nie było elektryczności. Zdecydowanie musimy wrócić do Nowej Zelandii! No i dzisiaj oddajemy samochód. W zasadzie odbywa się to bez większych przeszkód. Problem mamy jedynie z kołpakiem, którego po prostu nie ma. Ale na szczęście mamy rozszerzone ubezpieczenie, więc wszystko rozchodzi się po kościach. I znowu jesteśmy wędrowcami. Wędrujemy już bez samochodu po ulicach Christchurch i bardzo nam lekko na sercu.