Gold Coast (6 maja 2001)

W nocy trochę się przeraziliśmy. Przyszła potworna burza. Niebo rano zachmurzone. A my właśnie wybieramy się do Sea World! Wiatry nam sprzyjają, bo rozpędzają chmury i wygląda słoneczko, które później daje nam niezłe poparzenie. Pierwsza atrakcja w Sea World to pokaz delfinów. Znajomy pan z kempingu opisał ją nam w ten sposób: „Spróbuję wam to opisać. Tego się nie da opisać”. Całkowicie się z tym zgadzamy. Potem pokaz fok, jazda na rollercoasterze i wielogodzinne obserwacje misia polarnego. Nawet nie zauważamy, kiedy mija cały dzień, a my musimy ruszać dalej.