Sydney (8 maja 2001)

Jak dobrze jest w strugach deszczu znaleźć przyjazny dom, gdzie można znaleźć schronienie. Pani Teresa i pan Jurek zajmują się nami jak własnymi dziećmi. Ale niebo nie jest nam dziś łaskawe. Mimo to Sydney jest piękne i mimo że przemakamy do suchej nitki, jesteśmy nim zachwyceni. Tylko Opera House wydaje nam się dużo mniejszy niż na pocztówkach. Lunch jemy ze Staszkiem, przyjacielem z Polski, i wspominamy dawne czasy.