Kuta – Ubud – Kuta (24 maja 2001)

Rano spotykamy się z Tamsin. Ostatnio widzieliśmy się 7 miesięcy temu i nasze drogi ponownie się skrzyżowały. Włodek już zdążył wynająć samochód. Najpierw jedziemy do Tanah Lot – świątyni, która w czasie przypływu jest niedostępna. Wreszcie wjeżdżamy na tereny wiejskie – pola ryżowe, wieśniacy na polach. Później oglądamy Floating Temple. Turystów niewielu – cisza i spokój. A później Monkey Forest i Monkey Temple. Małpa wskakuje Włodkowi na plecy, kiedy robi zdjęcia świątyni. Jest jej tak dobrze, że wcale nie zamierza z niego zlazić. Przepędza ją dopiero przewodnik. No i wreszcie Ubud. Tamsin czeka na niego z niecierpliwością – jej znajomy, który był tam 10 lat temu, mówił, że to najpiękniejsze miejsce na świecie. My niestety jesteśmy rozczarowani. Może i było tu pięknie 10 lat temu – teraz to duża mieścina, same hoteliki i sklepy. Na szczęście znajdujemy wspaniałą ciastkarnię, w której opychamy się do pełna. Tamsin jest pełna podziwu dla Włodka, który prowadzi samochód z anielskim spokojem. Ona nawet siedząc z tyłu zamyka oczy z przerażenia.