Kuta – Ubud – Kuta (25 maja 2001)

W naszych ambitnych planach było dotarcie do wulkanu o świcie. Niestety docieramy dopiero koło 12:00. Droga, którą jedziemy, jest przeokropna – w zasadzie to chyba już nawet nie jest droga, to coś potwornego. Na wulkan się nie wspinamy. Jakoś tak nas wytrzęsło, że wcale nam się nie chce drapać na górę, zwłaszcza że się zachmurzyło. Wracamy oczywiście przez Ubud i… ciastkarnię. Do Kuty zdążamy na resztki zachodu słońca.