Oaxaca (20 lipca 2001)

Oaxaca wita nas lodowatym powiewem. Wciągamy jakieś ciepłe ciuchy i trzęsiemy się z zimna na stacji autobusowej, czekając na świt. Kiedy już się rozjaśnia, wędrujemy opustoszałymi nadal ulicami miasta w poszukiwaniu hotelu. W czasie festiwalu jest to nie lada sztuka – do Oaxaca zjechał się dosłownie cały Meksyk plus iluś tam obcokrajowców. Po wielu nieudanych próbach wreszcie pełen sukces. Padamy na łóżko w naszym malutkim hoteliku i odsypiamy krętą drogę przez góry. Wieczorem wybieramy się do internetu, żeby przesłać wiadomość Sangyoo. Nie za bardzo wierzymy, żeby miała możliwość odebrania jej, ale… Nie wierzymy własnym oczom, kiedy spotykamy się z nią w umówionym miejscu i o umówionej godzinie. Nasze zdumienie jest jeszcze większe, kiedy dowiadujemy się, że ona naszej wiadomości nie odebrała, a znalazła się tu zupełnie przypadkowo.