Oaxaca (21 lipca 2001)

Moja próba odwiedzenia stacji kolejowej udała się o tyle, o ile można uznać włamanie się na jej teren i stwierdzenie, że jest tak zarośnięta pajęczynami i tak pokryta kurzem, że pewnie żaden pociąg nie odjechał z niej od czasów Porfirio Díaza. Z na wpół rozpadniętej informacji okazuje się jednak, że owszem, jest jeden pociąg dziennie, ale niestety nie do Puebla. Wieczorem – kąsek nie lada: parada pueblí stanu Oaxaca. Wędrują ulicami miasta, mieniąc się kolorami, tańcząc, śpiewając i rozdając ludziom prezenty. Coś zupełnie niesamowitego.