Oaxaca (23 lipca 2001)

Chyba lubimy się nad sobą znęcać. Wstajemy o 5 rano i wędrujemy do audytorium. Ku naszemu zdziwieniu już kłębi się tam tłum ludzi w olbrzymiej kolejce. Powolutku przesuwamy się w górę kolejki i wreszcie przysiadamy sobie przy jakichś bardzo sympatycznych brodaczach. Co dziwniejsze, kiedy brodacze rozmawiają ze sobą, rozpoznajemy nasz język ojczysty. Jak miło. O 7:30 wpuszczają nas na teren audytorium. Samo przedstawienie rozpocznie się dopiero o 10:00. Na razie jest jeszcze zimno, ale już o 9 zaczynamy smażyć się w potwornym słońcu. Ciekawe, czy wytrzymamy. Przedstawienie trwa 5 godzin. Wytrzymujemy – ba, jest tak niesamowite, że nie chcę od niego oderwać wzroku.