Oaxaca – Puebla (24 lipca 2001)

Wczoraj ponownie rozstaliśmy się z Sangyoo. My jedziemy do Puebla, ona prosto do Mexico Ciudad. Jedziemy sobie wygodnym autobusem, kiedy nagle konduktor woła: „Puebla!” Zanim zdążyliśmy się obejrzeć, już stoimy na skraju autostrady z naszymi plecakami, a w oddali znika nam koniec autobusu. No to rzeczywiście dotarliśmy do Puebla. Próbujemy dopytać się jakiegoś dzieciaka, jak dotrzeć do miasta – kręci tylko głową. Wędrujemy wzdłuż autostrady. Na szczęście jest jakiś samochód i pan, który służy nam pomocą. Zatrzymuje dla nas minibusik i tłumaczy kierowcy, gdzie chcemy wysiąść. I tak docieramy do Puebla – cichego i bardzo hiszpańskiego miasta z pięknymi kościołami i słynnymi niebieskimi kafelkami.