Okazuje się, że zimna chatka jest doskonała na upały i śpi się w niej cudownie. Tak cudownie, że oczywiście przespaliśmy wschód słońca w Arches. Z pasją rzucamy się na zwiedzanie tego bajkowego parku. Skały wyrzeźbione w przedziwne kształty przez wiatry, deszcze i śniegi lśnią w słońcu nieprawdopodobną czerwienią. Najpierw zwiedzamy park z okien samochodu, jak to prawdziwi Amerykanie, ale kiedy docieramy do szlaku „Łuków”, ruszamy w góry na własnych nogach. Wspinamy się na skałki, przeciskamy wąskimi korytarzami i oczywiście podziwiamy łuki, z których słynie park. Tylko zmęczenie nam mówi, że zrobiliśmy już ponad 12 km w górach.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Na zachód słońca chcemy dotrzeć do miejsca znanego jako Delicate Arch. Czas nas goni – przed nami ponad 2 mile pnięcia się pod górę. Mówię Włodkowi, żeby pędził sam, a ja powolutku doczłapię do niego. Kolory skał o zachodzie słońca dodają mu skrzydeł i widzę tylko, jak jego sylwetka oddala się błyskawicznie. Ja człapię sobie pod górę, kręcąc głową na wszystkie strony. Złocisto-czerwony połysk skał, ich kształty i cisza panująca dookoła – to coś zupełnie niewiarygodnego. I wreszcie docieram na samą górę – jeszcze na czas, aby zobaczyć, jak promienie zachodzącego słońca oświetlają ciepło przepiękny łuk skalny.
