Los Angeles (19 września 2001)

Odbieramy wizy. Oczywiście są na jedyne 30 dni – my jak zwykle potrzebujemy więcej, ale spróbujemy to już załatwić w Boliwii. Od przemiłej urzędniczki otrzymujemy foldery o Limie i wewnątrz wściekli, że wiza zajęła nam dwie strony w paszporcie (u mnie zostały już tylko dwie, a Włodkowi tylko 3 wolne strony w paszporcie na inne wizy), wychodzimy z budynku. Zaglądamy w drodze do domu do mojej ulubionej instytucji w USA, czyli do biblioteki publicznej, gdzie wszyscy dwoją się i troją, żeby pomóc nam znaleźć przewodniki po Ameryce Południowej. Przy okazji zaglądamy do internetu, czy ktoś czegoś tam do nas nie napisał.