Trinidad (10 listopada 2001)

I znowu plaża i błękit nieba nad nami. Włodek zawzięcie i zażarcie targuje się o cygara, które miejscowi wynoszą chyłkiem z fabryk i sprzedają po niższej cenie turystom. Wieczorem siedzimy przy dźwiękach salsy w casa de música i jest nam tak bardzo miło – gdyby nie to, że musimy jutro jechać do Hawany, żeby połączyć się ze światem, to byłoby naprawdę super. Trinidad jest po cyklonie już prawie od tygodnia odcięty od świata.