Trinidad – Hawana (11 listopada 2001)

I znowu jedziemy autobusem. Jest nas w nim dosłownie tylko cztery sztuki. No ale jeżeli każdy z nas płaci 25 razy więcej niż Kubańczyk, to i tak jeszcze na nas zarabiają – niewiarygodne. Kierowca traktuje autobus tak, jakby to był jego prywatny samochód, a nas wziął po prostu ze zwykłej grzeczności. Staje, gdzie mu się podoba. Wyskakuje kupić ryby, rozmawia ze spotkanymi po drodze przyjaciółmi. Internet oczywiście dzisiaj nie działa, bo jest niedziela i ze względu na cyklon są ograniczenia w dostawach prądu. Ten nieszczęsny cyklon Michelle jeszcze chyba przez jakieś następne 50 lat będzie tu obwiniany za wszystko. No a dla nas oznacza to jeszcze jeden dzień w Hawanie. Płakać z tego powodu nie będziemy, zwłaszcza że jest przepiękny zachód słońca, a my spacerujemy bulwarem i jakiś Kubańczyk ćwiczy na puzonie.