Hawana (12 listopada 2001)

Z niepokojem wchodzimy do Kapitolu – będzie ten internet, czy nie? Jest. Ufff. Otrzymujemy wiadomość od Miela, że Sabena zbankrutowała. No to chyba nie mamy czym wracać do domu. Trzeba będzie pewnie kupić nowe bilety. Ciekawe jak? Na tej odizolowanej od świata Kubie trudno cokolwiek załatwić. Do tego wszystkiego pogoda się popsuła i leje jak z cebra. Z jakiegoś domu dochodzi do nas muzyka. Przyciskamy nosy do okna. Jakiś Kubańczyk zaprasza nas do środka. I tak oto oglądamy próbę zespołu muzycznego na żywo w jakimś starym kolonialnym budynku. Wieczór spędzamy włócząc się od knajpy do knajpy, słuchając zespołów muzycznych. Na Kubę można się wściekać, ale muzyka jest niesamowita, a zwłaszcza jej wykonanie.