Dziś dzień prawdy. Wynajmujemy skuter. Włodek z kamienną twarzą siada po raz pierwszy w życiu na to urządzenie i próbuje jechać. Pierwsze, drobne niepowodzenie tłumaczymy właścicielowi skutera tym, że u nas skutery nie są automatyczne, tylko mają skrzynię biegów. Po jakichś pięciu minutach Włodek jeździ tak, jakby nic innego w życiu nie robił. Dosiadamy naszego rumaka i w drogę.0
Pierwszy przystanek to Fort Aguada. Z zadowoleniem stwierdzamy, że nasza plaża jest ładniejsza, co jednak nie przeszkadza nam w pobycie tam. A później jedziemy do starej latarni morskiej, skąd widać przepiękną rezydencję. Ukryta w palmach nad brzegiem morza należy do bogatego przemysłowca z Bombaju – głównie goszczą w niej ekipy filmowe, bo on sam nie ma na to czasu. Ruszamy dalej.
Tym razem plaże w Calangute i spacer brzegiem morza aż do Bagi. Małe krabiki śmigają nam spod nóg, łódki rybaków unoszą się na wodzie, malutkie bambusowe kafejki rozrzucone wzdłuż plaży nęcą nas swoimi wygodnymi fotelami. Turyści hinduscy na nasz widok podbiegają do nas i pytają się, czy mogą sobie z nami zrobić zdjęcie. Pewnie później, w domu, opowiadają z dumą przyjaciołom i rodzinie: „Widzicie! Widziałem białego człowieka”.
