Wybieramy krótszą drogę, która omija osady położone w centrum Mafate, czyli na Grand Place. To oznacza konieczność korzystania z wody z potoków w trakcie całodziennej, wyczerpującej trasy. Mamy ze sobą tabletki odkażające, choć mniejsze strumyki uchodzą tutaj za czyste i w pełni zdatne do picia.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przez chwilę, na odejściu szlaku R2, chodzi nam po głowie aby ominąć wspinanie się pod górę w środkowej części tej trasy i iść bardziej równym szlakiem wzdłuż rzeki. Ale to oznaczałoby kilkukrotne przechodzenie przez rzekę w bród. Z góry nie wyglądała na zbyt rwącą, ale … jednak wybieramy mozolne wspinanie się.

Co kilka kilometrów oglądamy wnętrze Cirque de Mafate z nowej, za każdym razem olśniewającej perspektywy. Schodzimy po woli, nieustannie smagani wychodzącymi zza chmur promieniami słońca. Chcąc nie chcąc wypacamy z siebie całe litry wody.


© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Podejście pod Ilet des Oranges zaskakuje nas. Oczywiście nie swoim nachyleniem lecz ukształtowaniem terenu. Idziemy wąskimi szczelinami wijącego się tędy strumienia. Przedzieramy się przez rumowiska kamieni. Do tego zaczyna padać delikatny deszcz. Siąpawka nie odstępuje już do końca dnia.


© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dotarcie do Ilet des Orangers to niestety jescze nie koniec wspinania się. Nasza Gite du Cirque znajduje się niestety ładnych paręset metrów poza wioską.
Widoki z tarasu hostelu o zachodzie słońca wynagradzają nam trudy wędrówki.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
