Trzeci dzień wędrówki w Cirque de Mafate wydaje się być kolejnym, zwykłym – jak na te warunki – dniem trekkingu.
Może jest nieco dłuższy niż poprzednie, może przewyższenia w górę są na nieco krótszym dystansie, może jesteśmy już bardziej zmęczeni, może … to nie jest taki zwykły dzień.

Wybieramy oczywiście krótszą trasę do La Nouvelle, czyli tę przez Roche Plate – to tylko 11,6 km. Nie specjalnie zwracamy uwagę na to, że ta trochę dłuższa (13,5 km) przez Trois Roches ma zupełnie inny profil wysokości. Właściwie to diametralnie inny profil wysokości. Ale tę mądrość przyjdzie nam zdobyć trochę po niewczasie.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Piejące koguty żegnają nas, gdy o poranku opuszczamy Ilet des Oranges. Słońce dodaje otuchy i nastraja do podjęcia trudów wędrówki. Już nas nie przeraża ścieżka wijąca się wzdłuż strumienia, wąskim, stromym kanionem, pełnym kamienistych rumowisk. Na jego szczycie zachwycamy się kolejnym, olśniewającym widokiem na panoramę Cirque de Mafate.


© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Lekki deszczyk i zaciągnięte nad nami chmury dodają grozy, gdy rozpoczynamy zejście niezwykle stromymi zboczami do Riviere des Gales. Mamy nadzieję, że tablica zabraniająca zejścia tym szlakiem przez okres kilku dni po ulewnych deszczach nie dotyczy sytuacji z dnia dzisiejszego. Zresztą bardziej niż rzeką martwimy się widokiem szlaku po drugiej stronie wąwozu – przed nami niemalże pionowa ściana.
© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przeprawiamy się przez rzekę i na drugim brzegu robimy krótki odpoczynek na lunch. I odkrywamy, że to nie koniec brodzenia w wodzie, i nie koniec trudności. Mozolnie pokonujemy kolejne rumowiska i po woli pniemy się w górę. Po woli nadciąga zmierzch. Powoli zbliżamy się do upragnionego hostelu. Powoli opadamy z sił.


© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Do La Nouvelle docieramy już o zmierzchu. Zaskakują nas – wziąwszy pod uwagę brak linii energetycznych w całym regionie – niezwykle jasne i obszerne iluminacje świetlne. Okazuje się, że to nasza Gite les Creoles. Okazuje się, że jesteśmy jej jedynymi gośćmi dziś. Okazuje się, że serwują świetne jedzenie. Okazuje się, że za nami kolejny, wspaniały dzień, pełen fajnych emocji i niezapomnianych wrażeń.
© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
