Z oddali nie sprawiały zbyt wielkiego wrażenia. Teren wokół też nie oczarowywał. Ale … Na początku zatrzymaliśmy się w pobliskiej wiosce, skąd prowadzi dłuższa wersja szlaku. Przyjrzeliśmy się dokładniej mapie i zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Musielibyśmy zrezygnować z zaplanowanych jeszcze na ten dzień innych aktywności.
Mijając nieco nachalnych przewodników, ruszyliśmy dalej, w kierunku zbiornika wodnego i parkingu, zaznaczonego tam na mapie. Parking okazał się zwykłym poboczem drogi, co nie przeszkadzało „naganiaczowi” w „zarządzaniu” ustawianiem samochodów i oferowaniu swoich usług „przewodnika”.
Idąc szutrową drogą w kierunku kanionu wypatrujemy ścieżki schodzącej w dół. Kilkanaście minut marszu i … zaczynamy doceniać ten zakątek. Szum wody zawsze nas nastraja pozytywnie. A do tego te urwiska. I skały. Początkowy dystans do tej „turystycznej atrakcji” znika.
Wstępuje w nas duch „odkrywców”. Pokonujemy stromizny. Przedzieramy się przez kamienne załomy. Odwiedzamy wszystkie górne progi wodospadów i tworzące się tam oczka wodne. W sam raz do kąpieli w upalne dni. Wiele fajnych wrażeń i dobrych emocji.
Film: © 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Byliśmy tam w czerwcu, kiedy to ani poziom wody w rzece, ani błotniste, strome dojście do kanionu rzeki nie stwarzają żadnego, większego ryzyka. Choć wymagają dużej ostrożności.
Wybraliśmy krótszą wersję szlaku, do górnych progów wodospadu, prowadzącą bezpośrednio z pobliskiej drogi. Zajęło nam to w sumie ok. dwóch godzin spokojnego marszu i wylegiwania na skałach. Przejście szlakiem wzdłuż dolnego biegu rzeki, dalej w kierunku pobliskiej wioski, to wyprawa na dobrych kilka godzin i już kilkaset metrów przewyższeń do pokonania. Może następnym razem?
