Wulkan – tak wszyscy tutaj mówią na „Piton de la Fournaise”. Jeden z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie. Wybucha średnio co kilka lat. Ostatnia jego erupcja i wypływ lawy miała miejsce 4 miesiące przed naszym przybyciem. Można powiedzieć … szkoda, że na nas nie poczekał.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jedziemy zobaczyć z bliska to cudo natury. Pomimo, że rozpoczęliśmy dzień wcześnie rano to po przekroczeniu granicy 2000 m n.p.m wjeżdżamy w chmury. W takiej ponurej pogodzie przejeżdżamy przez „Plaine des Sables”, wielką, szarą pustkę prowadzącą do podnóży wulkanu. Przed oczami stają mi obrazy z koncertu Gren Seme. Na nasze szczęście wokół „Piton de la Fournaise” jest czyste niebo.
© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Zostawiamy samochód i ostrym zejściem schodzimy na szlak w kierunku krateru. Uwiedzeni przez namalowane na kamieniach białe kropki wskazujące szlak nie zauważamy, że one wcale nie prowadzą na szczyt Piton de la Fournaise. Wiodą w kierunku innego punktu widokowego. Przedzieramy się jeszcze trochę przez pole żwiru bazaltowego, ale niestety nie mamy wystarczająco czasu aby zawrócić i wejść na szczyt. Gromadzimy kolejny powód, aby kiedyś raz jeszcze odwiedzić Reunion.
© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Na zboczach widać wyraźnie pasy świeżej, zastygłej lawy. Intryguje mnie, jak to się dzieje, że życie na wyspie toczy się jakby tego niebezpieczeństwa tutaj wcale nie było?
